- Proszę o chwilę skupienia. Nie poruszamy się – krzyknął spod ciemnej tkaniny fotograf. Błysk. Jeszcze krótka chwila niepewności i wszyscy zaczynają rozchodzić się do codziennych obowiązków.

Burmistrz wymienia kilka uprzejmości z naczelnikiem policji, pyta o zdrowie małżonki i dzieci, podają sobie dłonie. Jeden ze strażaków dmucha dla psoty w puzon, aż podskakują podglądające młodych mężczyzn dziewczęta, inny przeciera swoją złotą trąbkę. Kolejny zaś patrzy z politowaniem na przekrzywioną rynnę i zniszczone drzwi. „Trzeba je będzie odnowić” – myśli.
Piłsudczycy w mgnieniu oka ustawiają się w kolejce do magazynu z bronią, a policjanci w skupieniu maszerują do pobliskiego posterunku. Elegancko ubrany mężczyzna spogląda z uznaniem na swój nowy zakup – wyścigowy rower. Mali chłopcy z zazdrością patrzą na mundury i karabiny, myśląc, że kiedyś też będą żołnierzami, strażakami, policjantami. Tylko młody Żyd stoi jeszcze długą chwilę przytulony do ściany nieświadom nadchodzącej apokalipsy.
Pod nogami tętni bruk.
Oni byli – wiemy o tym, oglądając to zdjęcie. Utrwaleni w bezruchu, w pamięci pokoleń.
Wciąż żyją dzięki temu, że na nich patrzymy. Żyją dzięki tym, którzy przechowywali to zdjęcie. Odszukali je w szafach, w pudłach, w albumach.