Napisane przez: Adam Ejnik | styczeń 13, 2009

Wszyscy budujemy nasze miasto

 

Żuromin liczy około 4000 dorosłych mieszkańców. Gdyby każdy z nich poświęcił swemu miastu tygodniowo jedną godzinę, wtedy w ciągu budżetowego roku żurominianie zainwestowaliby w jego dobro 204 000 godzin. Przyjmując, że dzień roboczy liczy 8 godzin, zbiór dorosłych żurominian przepracowałby w ciągu roku wyłącznie dla miasta 25,5 tys dni. Co można zrobić przez te blisko 70 lat?

 

Dziś praca społeczna, niczym powyższe równanie, jawi się jako absurd. Przeciętny obywatel zajęty jest swoimi sprawami. Należy jednak pamiętać, że dawniej tak nie było. Praca społeczna wpisana była wtedy w dzień każdego obywatela. I choć większość wspomina te czasy z ironicznym uśmiechem, są i tacy, którzy twierdzą, że ten społeczny obowiązek jednoczył ludzi i sprawiał, że Żuromin był wielką rodziną.

praca-spoleczna-kocie-lby-dzieci1


 

„Szarwark”

Nazwa „szarwark”, a właściwie jej fonetyczne brzmienie, oznacza prace na rzecz miasta. Prace tego typu wykonywano w latach 40-tych i 50-tych. Jak wynika z relacji mieszkańców były obowiązkowe i polegały na odśnieżaniu, zamiataniu liści oraz pomocniczych pracach budowlanych, gdy wznoszono budynki użyteczności publicznej. Mieszkańcy miasta mieli obowiązek brać udział w tego typu pracach. Nie było wyjątków, każda rodzina wystawiała swego przedstawiciela. Jedynie bogatsi mieszkańcy mogli pozwolić sobie na opłacenie osoby, która zastąpiłaby ją podczas „szarwarku”.

„Za Niemca to było czysto” – wspominają mieszkańcy Żuromina, przypominając, że ulicę przed domem każdy musiał zamiatać i myć dwa razy dziennie. Nic dziwnego, skoro dwa razy dziennie tymi samymi ulicami przechodziło stado krów prowadzone na pobliskie pastwiska.

 

Czyn społeczny

 

W latach socjalizmu prace już nie miały charakteru przymusowego. Ludność miasta w czasie wolnym, często w niedzielę, w miarę potrzeb wychodziła na ulice miasta, aby przysłużyć się Żurominowi. Dzieci w wieku szkolnym wyjeżdżały, by podczas wykopek wspomagać pobliskie PGR-y. Sadzono lasy. Tego rodzaju prace zwano pięknie czynem społecznym. Na zdjęciach z lat 60-tych, 70-tych widzimy uśmiechniętych mieszkańców miasta przy pracy. Rzeczywistość wyglądała jednak nieco inaczej. Ludzie doskonale wiedzieli, że gdyby nie stawili się na czyn społeczny, mogło by mieć to przykre konsekwencje chociażby w miejscach pracy. Władza źle patrzyła na „bumelantów”.

 

I właśnie czyn społeczny sprawiał, że PRL był krajem o wiele bardziej rozwiniętym niż Stany Zjednoczone, co tłumaczy zabawnym dialogiem z czasów Polski komunistycznej pan Andrzej Rutowski:

 

<!–[if !supportLists]–>- <!–[endif]–>Na czym się opiera dolar?

<!–[if !supportLists]–>- <!–[endif]–>Na złocie.

<!–[if !supportLists]–>- <!–[endif]–>A złoty?

<!–[if !supportLists]–>- <!–[endif]–>Na cynie… cynie społecnym.

praca-spol-kocie-lby-biala-koszula


Odpowiedzi

  1. Pamiętam jak za czasów LO trzeba było jeździć na wykopki ziemniaków pod Kozielsk. Takie były nakazy ówczesnej p. dyrektor oraz pewnej pani od historii. Ja aby czekałem, aż dobijemy do lasu, aby tam można było się schować, a następnie przedostać się do szosy celem “złapania” jakieś okazji lub autobusu w kierunku Żuromina.

  2. myślę, że “czyn społeczny” nadal istnieje i ma się całkiem nieźle. oczywiście rzecz jest teraz na dużo mniejszą skalę i już się tak pięknie nie nazywa. poza tym, nie chodzi o pracę fizyczną. myślę tutaj głównie o młodzieży w mieście, która daje się poznać jako uczestnik, prowodyr i organizator wielu wydarzeń – oczywiście za friko.

  3. Czyn społeczny z czasów poprzednich to zupełnie coś innego niż to, o czym mówisz “naumator”. Tamten czyn społeczny tak naprawdę tylko z nazwy był społeczny i dobrowolny. Młodzi ludzie zmuszani byli do pracy przy wykopkach, starsi do pracy na rzecz miasta. Tekst powyższy ma charakter ironiczny. A to co robił “stz” czyli ucieczki z wykopek zwane było w ówczesnej rzeczywistości bumelanctwem.

  4. Panie Adamie, z którego roku pochodzą zdjęcia umieszczone w powyższym artykule? Pierwsze zdjęcie przedstawia zapewne skrzyżowanie ulic (obecnie) Kościuszki i mławskiej? Łatwo je rozpoznać po charakterystycznych budynkach, które wciąż stoją na swoim miejscu i skutecznie opierają się upływowi czasu.

  5. Zdjęcia pochodzą z początku lat 60. Prawdopodobnie rok 1962. Wtedy to w Żurominie wymieniano nawierzchnię ulic. Górne zdjęcie to oczywiście skrzyżowanie ulic Mławskiej i Kościuszki, dolne to dzisiejsza ulica Wetmańskiego. Szkoda, że fotograf nie skadrował dolnej fotografii bardziej w prawo, widzielibyśmy, jak zmieniło się nasze miasto. Poza tym proszę przyjrzeć się prawej stronie na tym zdjęciu, ile tam stoi budynków.

  6. I jeszcze jedno. Wydaje mi się, że rzeczywiście te wspólne prace bardzo jednały ludzi.

  7. O “szarwarku” pisał już Reymont w “Chłopach”,a rzecz działa się na Mazurach przecież.Jak widać czystości przestrzegano wszędzie.A co do czynów..hmm,mam mieszane uczucia,choć wspominam je z rozrzewnieniem jako nieodłączny składnik licealnego żywota..momentami było fajnie,chociaż nikt z nas nie rozumiał ideologii tegoz zjawiska.Pewnego roku pani X ubrana była w żółte dresy i szpilki pod kolor-na polu zmieniła obuwie na żółte adidasy,innym razem dziewczę zostało zelżone za posiadanie rekawiczek jako czegoś ,co urągało pracy-niby że się brzydziła wziąć gołą ręką kartofelka z pola….ot ,wszystko po to ,by nie bruździc w “czystości”;

  8. Czyn obywatelski – jak najbardziej, pod warunkiem, że “siły wyższe” nie stoją nad nim, nadzorując postęp.

  9. Myślę, że Bóg już dawno przestał się mieszać w ziemskie sprawy. A poza Bogiem młodzi mężczyźni nie powinni już bać się nikogo.

  10. Chyba, że starszych mężczyzn ;-)


Zostaw odpowiedź

Twoja odpowiedź:

Kategorie