Wydawać by się mogło, że najradośniejszym dniem w życiu człowieka jest jego wesele. Choć sama nazwa mówi o weseleniu się, więc radości, to ponoć niektórzy przeklinają dzień własnego ślubu. Wesele mogło doprowadzić rodziców państwa młodych do ruiny.

Do uroczystości weselnych przygotowywano się z niezwykłą dbałością nawet przez kilka miesięcy. Rodzina pana młodego ciułała pieniądze na muzykantów i trunki. Panny młodej na wystawne przyjęcie . Nawet najbiedniejsi chcieli swoją córkę, ten ósmy cud świata, bogato wydać. Nawet kosztem zaciskania pasa. To honor nakazywał godnie ugościć weselników. Niektóre z wesel przechodziły do historii wsi czy miasteczka. Jedzono, pito, bawiono się czasami przez tydzień.
Również do historii przeszło przyjęcie weselne wyprawione w Żurominie, jednak z zupełnie innych przyczyn. Czytamy w „Koresspondencie Płockim” z 1881 roku relację Michała Synoradzkiego:
Pewien mieszczanin z Żuromina miał córkę, którą wydał za zamożnego zagonowca. Rodzice obojga młodych przyrzekli sobie wzajemnie obdarzyć swe dziatki zasobami materyalnemi. Rzecz się miała ku końcowi: nadszedł dzień ślubu. Do domu panny młodej zjeżdża przyszły ze swymi rodzicami, i gronem ochoczym weselników, nie ulega więc wątpliwości, że się para skojarzy. Ojciec pana młodego złożył obiecany przez siebie posag synowi, lecz rodzic panny… w połowie tylko dotrzymał słowa. Wszczyna się spór, który jednak godzą weselni goście. „Zabawimy się, pojedziemy do ślubu a o resztę… potem się zgodzicie.” Wnet przy kielichu, i kapeli rozpoczęły się gody, które przetrwały do północy. Zauważono wtedy, że czasby był do kościoła. Siadają wszyscy na wozy, bryczki i … (o północy!!) jadą do przybytku Bożego nas ślub. Łatwo się domyśleć że o tym czasie odmówiono ślubu. Niezrazili się przecież, wracają do domu panny, hulają tam aż wszelkie zapasy i przygotowania weselne akuratnie spożytemi zostały, poczem… pan młody żąda dopełnienia zobowiązania ojca przyszłej, co do posagu. Ten ostatni odmawia… waśń się szerzy… pan młody z gośćmi odjeżdżają zagniewani, małżeństwo stanowczo zerwane. W parę dni pan młody skarży niedoszłą o zwrot kosztów, jakie poniósł na konkury (sic!!).”
Tyle z XIX – wiecznej relacji. Nam pozostało przypomnieć, Drodzy Czytelnicy: śluby zawierajcie w marcu, czerwcu, sierpniu, październiku i grudniu – koniecznie musi być „r” w nazwie miesiąca. Bo to przynosi szczęście w małżeństwie
Teraz mamy XXI wiek i też jeszcze pokutuje przesąd, że najlepsze do ślubowania są miesiące z literą “r” w nazwie.
Przez: stz w Luty 5, 2009
o 3:01 pm
Nie zgadzam się co do R,nie dalej jak wczoraj mineła mi 12 rocznica ślubu zawartego w lutym!Może to moje R dotyczy nazwy miesiąca w jęz.angielskim-februar,tam jest R….?Nie wiem,czy ten przesąd powinien pokutować wśród nas,potem my pokutujemy,bo nam nie wyszło,bo nie było R ,bo….przykłady można mnożyć.Badźmy szczęśliwi niezależnie od liter,miesięcy,a przesądy niech pozostana w kronikach,o których Adam pisze.
Przez: agata w Luty 9, 2009
o 3:14 pm
To zdjecie z wesela moich dziadkow Ireny Sarneckiej i Stanistawa Bybra”Wrzos ul.Warszwska
Przez: iby w Kwiecień 26, 2009
o 12:05 pm
Zwracam się do osoby o nicku iby!! Bardzo chętnie bym nawiązała z Tobą kontakt mailowy, Twoja babcia była siostrą rodzoną mojej babci Leonardy Sarneckiej! Proszę bardzo o kontakt !
Joanna z Łodzi
Przez: Joanna Chrzanowska w Październik 26, 2009
o 9:16 pm
Joanno i iby to zdjęcie z wesela mojej cioci Ireny Sarneckiej, która była kuzynką mojej mamy. Ojciec panny młodej był rodzonym bratem mojego dziadka Jana Sarneckiego z Zielunia. Pozdrawiam Was Obie bo chyba domyślam się kim jest “iby”.
W tym domu często bywałam u córki panny młodej podczas nauki w TE w Żurominie w 1965-1970r.
Przez: Alicja w Październik 27, 2009
o 11:56 am
Joanno pomyłka Twoja babcia była siostrą rodzoną ojca panny młodej i mojego dziadka.
a ten dom później miał chyba adres ul.Bieżuńska 7. tak mi sie wydaje.
Przez: Alicja w Październik 27, 2009
o 12:01 pm
Witam, oczywiście masz rację Alu, że tak było, pisząc pomyliłam się, dziękuję za zwrócenie uwagi.
Przez: Joanna Chrzanowska w Październik 27, 2009
o 2:02 pm
Pewnie na zdjęciu dałoby się rozpoznać bez problemu więcej osób, pytając, czy to pp. Wojciechowskich, czy pp. Sarneckich. Wiem tylko, że postać w górnym rzędzie pośrodku, pochylona kobieta to Murawcówna a w rzędzie z państwem młodych siedzi Franciszek Sarnecki (pan z wąsem).
Przez: Adam Ejnik w Październik 28, 2009
o 6:02 pm
Tak Panie Adamie, też poznałam to Franciszek Sarnecki z żoną Franciszką
, brat mojej babci Leonardy Sarneckiej.
pozdrawiam serdecznie
J.
Przez: Joanna Chrzanowska w Październik 28, 2009
o 6:27 pm
Tak to Franciszek Sarnecki brat mojego dziadka Jana z Zielunia. Joanno koniecznie musimy jechać do Żuromina i sprawdzić kto jeszcze z Sarneckich mieszka tam. Może pomogą nam w uzupełnieniu “naszego drzewa” – pozdrawiam – Alicja.
Przez: Alicja w Październik 30, 2009
o 11:15 am
Czy pp. Wojciechowscy byli z nami spokrewnieni? Dlaczego mamy Ich pytać? Czy to nazwisko jest tylko jedno w Żurominie? Pozdrawiam – A.
Przez: Alicja w Październik 30, 2009
o 11:25 am
Myślę, że Pan Adam wskazał nam pp.Wojciechowskich jako osoby, które dużo pamiętają i mają liczne pamiątki z XIX w Żuromina, to bardzo miło z ich strony, że się dzielą wspomnieniami!
dziękuję
Joanna
Przez: Joanna Chrzanowska w Październik 30, 2009
o 3:36 pm
Zapraszam panie do Żuromina. Służę pomocą.
Przez: Adam Ejnik w Listopad 3, 2009
o 9:14 am