Napisane przez: Adam Ejnik | Styczeń 12, 2011

Wspomnienia wojenne Kazimierza Pyrzanowskiego

Obława w Lutocinie

 

„W czasie okupacji hitlerowskiej dwie wsie: Elżbiecin i Boguszewiec były wysiedlone. W momencie Wejścia okupantów na teren gminy Lutocin, mieszkańcy uratowali sporo dobytku miejscowej szkoły (ławy, mapy, książki), które przydały się po wyzwoleniu w dniu 19 stycznia 1945 roku” – czytamy na stronie gminy Lutocin.

Niewiele to informacji dotyczących historii wojennej jakby nie było gminnej miejscowości. Dzięki panu Kazimierzowi Pyrzanowskiemu, który wychowywał się w Lutocinie postaramy się tę lukę choć trochę zapełnić.

Na terenie Lutocina ukrywało się przed Niemcami sporo osób

 

z racji swojego wykształcenia lub za jakieś wykroczenia. Ukrywający się mieli kontakt ze swoimi rodzinami. Wiedzieli też, czy we wsi są żandarmi. Na koniec wioski, pod Chraponią, przy zabudowaniach pp. Gizlerów stała sterta z sianem lub słomą i o nią zawsze oparty był drąg (powąż). Na czubku drąga wisiała czerwona szmata. Jeżeli Niemców nie było we wsi, to drąg był bez szmaty. W czasie wojny ludzie byli sobie życzliwi i zorganizowani, szybko się powiadamiali.

Ukrywało się wiele osób, między innymi Jasiek Borek, u którego przez pewien czas ukrywała się młoda Żydówka, Stanisław Kaczmarczyk i brat Adam (Siubiaki), Jan Budka, Stanisław Lejza, Józef Kapela (nauczyciel), ks. Józef Manista, Józef Górzyński (nauczyciel).

Ksiądz Manista mieszkał blisko plebanii

 

w naszym domu Marianny Pyrzanowskiej. Na dzień przed łapanką, wieczorem od Jonnego-Elżbiecina przyszło dwóch mężczyzn. Byli to pracownicy gminy Bieżuń Józef i Wacław Grześkiewicz. Znani mojej matce. Na prośbę księdza moja matka zrobiła herbatę. Krotko siedzieli i odeszli. Z kolei znalazł się nauczyciel Józef Górzyński, który też szybko odszedł. Ksiądz Józef Manista był mocno podenerwowany. Zwinął szybko swoją sutannę i inne rzeczy, wkładając do łóżka mojej babki.  Dał też wiele papieru do spalenia w kuchni. Ubrał się, a wychodząc z mieszkania, powiedział: „Wychodzę na zawsze, będzie obława”.

Tego samego dnia pod osłoną nocy z 4 na 5 maja 1942 roku (noc była bardzo zimna, chwycił przymrozek, a pola były w bieli szronu) rozpoczęła się obława.

Na wsi padły strzały

 

Niemcy w pierwszej kolejności aresztowali stróża nocnego szwagra mojej mamy Stanisława Kędzierskiego. Kiedy usłyszeliśmy strzały, ja z mamą weszliśmy na strych, skąd przez szczeliny między deskami obserwowaliśmy, co się dzieje. Widać było Niemców. Wieś była obstawiona. Niemcy i ofiary łapanki zgrupowane były pod Serokami na cmentarzu, skąd pojechali do Bieżunia.

Rankiem dowiedzieliśmy się, że w trakcie ucieczki między budynkami Antoniego Skowrońskiego i Sądka na płocie zastrzelony został nauczyciel Józef Kapela, a postrzelony został jego brat, który uciekł. Następnie ze swoich domów zabrani zostali przez Niemców: Jan Staszewski, Eleonora Bońkowska (sklepikarze), Stanisław Kaczmarczyk (rolnik). Ksiądz J. Manista cudem ocalał, uciekając ze stodoły Dobiesa do zabudowań Kapeli prosto na Niemca z bronią. Prawdopodobnie Niemiec był odwrócony tyłem, mówiono też, że Niemiec uciekającemu dał taką możliwość.

Po wyzwoleniu ksiądz Józef Manista powrócił na plebanię do Lutocina. Z obozów powrócili Jan Staszewski więzień Mathausen, Eleonora Bońkowska. Zginęli Stanisław Kaczmarczyk w Działdowie oraz Stanisław Kędzierski ur. 06.11.1901 r. spalony 23.04.1944 r. więzień Dachau nr 64196. Zginęli też przez powieszenie w Rościszewie 18.09.1942 r. Wacław Grześkiewicz i Józef Gołębiewski z Bieżunia.

Łapanka Lutocinie dokonana była na podstawie listy przekazanej Niemcom

 

przez zdrajcę o nazwisku G. Szwagier aresztowanego Jana Staszewskiego.

Już wcześniej podejrzewano G. o kontakty z Niemcami. Były zamiary wykonania wyroku śmierci w mieszkaniu Kowalczyka i pochowanie zwłok w piwnicy pod podłogą. Obawiano się następstw, jakie mogłyby wyniknąć w odwecie po zaginionym ze strony Niemców na miejscowej ludności.

Po łapance zdrajca szybko wybył z Lutocina. Później krążyła wieść, że został odnaleziony koło Białegostoku. Usłyszał wyrok, leżąc na łóżku został rozstrzelany.


Odpowiedzi

  1. Wojna jest okrutna,a zdrada pociąga za sobą zemstę zdradzonych.Wspomnienia wojenne Pana K.Pyrzanowskiego to bardzo ciekawa lektura…

    Chciałbym zatrzymać się na tym,że jak niesie wieść zdrajca został rozstrzelany.Więc ktoś musiał dokonać tego czynu…stawiając się ponad wszelkim moralnym prawem, zacierającym granicę między samoobroną a zemstą.

    Swego czasu przeczytałem wstrząsającą książkę ,,Egzekutor” wydaną przez Ośrodek Karta.

    ,,Egzekutor” to autobiograficzne notatki Stefana Dąbskiego plutonowego AK ,który jako szesnastolatek zgłosił się na ochotnika do wykonywania wyroków śmierci na wrogach Polski , Podziemia i zdrajcach. Po formalnym zakończeniu wojny brał udział w ,,karnej” eksterminacja Ukraińców.

    Swoją działalność rozpoczął od kolegi z młodości, później ,,rozwalił” jak sam pisze) narzeczoną kolegi.

    Ma jednak symboliczne skrupuły gdy pod muszkę napatoczą się przypadkowo dzieci ,,ładuje serię z pepeszy”. Zabija dla sportu i z rozkazu. Wspomnienia ,,zbrodniarza” pokazują w jakie monstrum zamienia się człowiek…

    Książka wywołała oburzenie wśród kombatantów AK…

    ,,bohater” tej książki popełnił samobójstwo…

  2. Bardzo ciekawa wypowiedź. Czytam z nieukrywaną przyjemnością i do “Egzekutora” dotrę,


Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.