Napisane przez: Adam Ejnik | Październik 10, 2008

Żydówka

 

Jest rok 1926. Przed budynkiem szkolnym pozuje do zdjęcia grupa 14-latków. Przy nich profesorowie i proboszcz żuromińskiej parafii ksiądz Ignacy Staniaszko. Gesty starannie ułożył fotograf: z mandoliny wydobywa się dźwięk, kapelusz proboszcza jest jeszcze ciepły od majowego słońca, filuterne uśmiechy, zaczepnie założona ręka na rękę. Wśród młodzieży wyraźnie widać przedstawicieli dwóch wyznań: ciemnowłosi żydzi mieszają się z katolikami z polskich rodzin.

Twarze fotografowanych są wyraziste, każda z nich zdaje się opowiadać swoją historię. Ale prawie nikt nie jest w stanie dostrzec nadchodzącej katastrofy. Prawie? Dziewczyna w środkowym rzędzie, pierwsza z lewej prawą ręką gładzi plisowaną spódnicę, oczy jej śmieją się nieśmiało do fotografa. Tylko ten uśmiech, przy którym blednie tajemnica uśmiechu Giocondy – jest w nim strach. Ona szepce: My tu byliśmy, żyliśmy obok was. My, Żydzi! Szukajmy dalej. Co to za twarze? Co one do nas mówią? Czterej chłopcy na szczycie piramidy zaraz pójdą na pola kopać piłkę. Dziewczynka z warkoczem, poniżej – myśli o wierszu, który czytał dziś pan od polskiego: „Razem młodzi przyjaciele!… W szczęściu wszystkiego są wszystkich cele; jednością silni, rozumni szałem. Razem…”

Stop. Jest! To ona. Spójrzcie na tę dziewczynę! Stoi w środkowym rzędzie tuż nad nauczycielami. Czwarta od lewej. Lunatyczne spojrzenie, chorobliwie blada twarz, twarz tragiczna. Nieruchome lekko rozchylone usta. Oczy pełne smutku i bólu, szeroko otwarte, wpatrzone w dal, kasandryczne. Ona wie. W złych snach widzi, co czeka jej naród. Cierpi. Patrzy na nagie ciała dzieci wtulone w zimne jak kamień pozbawione mleka piersi matek. Patrzy na błagające o śmierć usta. Widzi mrok warszawskiego getta. Widzi Auschwitz. Słyszy głos esesmana Kramera: „Dwóch Żydów utopiłem w łaźni, trzech zabiłem łopatą do węgla, dwóch wrzuciłem do kanału ściekowego, a jednemu tak długo stałem na gardle, aż umarł”.

I boi się zamknąć oczy. Jest sama jak nagie postaci z jej mrocznych snów, jak wieczność, którą przemierza. Widzi. Słychać jej szept. Nadstaw uszu.

„Boże Abrahama, Izaaka, Jakuba. Wybacz im…”

Inspiracja i cytaty W. Łysiak Malarstwo Białego Człowieka tom I s. 252.

Fot. Zdjęcie pochodzi ze zbiorów pana Szymona Dutkiewicza z Poniatowa. Na zdjęciu w górnym rzędzie drugi od prawej ojciec pana Szymona.

 

Reklamy

Responses

  1. Świetnie. To prawdziwa, choć odziana fikcją historia. To się czuje i chce się tam być.

  2. Rewelacyjny tekst. Brawo Adam. To się samo czyta! Ta historia mogłaby być „bazą” do większego projektu – obrazu Żuromina – sąsiedztwa Żydów i Katolików. Może warto iść w tym kierunku? Takie historie „wkomponowane” w wydarzenia historyczne miasta, w jego architekturę, z jego autentycznymi mieszkańcami w tle zaciekawiają czytelnika, zmuszają do refleksji.

  3. Szukam informacji, zdjęć o Żydach żuromińskich. Interesują mnie wszelkie informacje np. gdzie była synagoga itp., itd.

  4. Synagoga była w miejscu dzisiejszego edenu, cmentarz za unitrą
    jeśli się nie mylę 🙂

  5. Informacje o żuromińskich żydach czerpię z wywiadów oraz ze strony
    http://data.jewishgen.org/wconnect/wc.dll?jg~jgsys~shtetm~-540192
    Tam też jest tez kilka zdjęć.
    Przetłumaczyłem również w ramach projektu książkę, która na tej stronie jest po angielsku.
    Instytucje żydowskie wiem, gdzie były. Posiadam też adresy żydów sprzed wojny. Opublikuję też ciekwaą mapkę. Za chwilę.

  6. Dziękuję Panie Adamie za informacje. Juz zarejestrowałem się na wyżej wymienionej stronie.

  7. Już się domyślam o jaką mapkę chodzi. Pozdrawiam!


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: