Napisane przez: Adam Ejnik | Luty 4, 2009

Zastaw się, a postaw się

 

Wydawać by się mogło, że najradośniejszym dniem w życiu człowieka jest jego wesele. Choć sama nazwa mówi o weseleniu się, więc radości, to ponoć niektórzy przeklinają dzień własnego ślubu. Wesele mogło doprowadzić rodziców państwa młodych do ruiny.

wesele1

 

Do uroczystości weselnych przygotowywano się z niezwykłą dbałością nawet przez kilka miesięcy. Rodzina pana młodego ciułała pieniądze na muzykantów i trunki. Panny młodej na wystawne przyjęcie . Nawet najbiedniejsi chcieli swoją córkę, ten ósmy cud świata, bogato wydać. Nawet kosztem zaciskania pasa. To honor nakazywał godnie ugościć weselników. Niektóre z wesel przechodziły do historii wsi czy miasteczka. Jedzono, pito, bawiono się czasami przez tydzień.

Również do historii przeszło przyjęcie weselne wyprawione w Żurominie, jednak z zupełnie innych przyczyn. Czytamy w „Koresspondencie Płockim” z 1881 roku relację Michała Synoradzkiego:

Pewien mieszczanin z Żuromina miał córkę, którą wydał za zamożnego zagonowca. Rodzice obojga młodych przyrzekli sobie wzajemnie obdarzyć swe dziatki zasobami materyalnemi. Rzecz się miała ku końcowi: nadszedł dzień ślubu. Do domu panny młodej zjeżdża przyszły ze swymi rodzicami, i gronem ochoczym weselników, nie ulega więc wątpliwości, że się para skojarzy. Ojciec pana młodego złożył obiecany przez siebie posag synowi, lecz rodzic panny… w połowie tylko dotrzymał słowa. Wszczyna się spór, który jednak godzą weselni goście. „Zabawimy się, pojedziemy do ślubu a o resztę… potem się zgodzicie.” Wnet przy kielichu, i kapeli rozpoczęły się gody, które przetrwały do północy. Zauważono wtedy, że czasby był do kościoła. Siadają wszyscy na wozy, bryczki i … (o północy!!) jadą do przybytku Bożego nas ślub. Łatwo się domyśleć że o tym czasie odmówiono ślubu. Niezrazili się przecież, wracają do domu panny, hulają tam aż wszelkie zapasy i przygotowania weselne akuratnie spożytemi zostały, poczem… pan młody żąda dopełnienia zobowiązania ojca przyszłej, co do posagu. Ten ostatni odmawia… waśń się szerzy… pan młody z gośćmi odjeżdżają zagniewani, małżeństwo stanowczo zerwane. W parę dni pan młody skarży niedoszłą o zwrot kosztów, jakie poniósł na konkury (sic!!).”

 

Tyle z XIX – wiecznej relacji. Nam pozostało przypomnieć, Drodzy Czytelnicy: śluby zawierajcie w marcu, czerwcu, sierpniu, październiku i grudniu – koniecznie musi być „r” w nazwie miesiąca. Bo to przynosi szczęście w małżeństwie

Reklamy

Responses

  1. Teraz mamy XXI wiek i też jeszcze pokutuje przesąd, że najlepsze do ślubowania są miesiące z literą „r” w nazwie.

  2. Nie zgadzam się co do R,nie dalej jak wczoraj mineła mi 12 rocznica ślubu zawartego w lutym!Może to moje R dotyczy nazwy miesiąca w jęz.angielskim-februar,tam jest R….?Nie wiem,czy ten przesąd powinien pokutować wśród nas,potem my pokutujemy,bo nam nie wyszło,bo nie było R ,bo….przykłady można mnożyć.Badźmy szczęśliwi niezależnie od liter,miesięcy,a przesądy niech pozostana w kronikach,o których Adam pisze.

  3. To zdjecie z wesela moich dziadkow Ireny Sarneckiej i Stanistawa Bybra”Wrzos ul.Warszwska

  4. Zwracam się do osoby o nicku iby!! Bardzo chętnie bym nawiązała z Tobą kontakt mailowy, Twoja babcia była siostrą rodzoną mojej babci Leonardy Sarneckiej! Proszę bardzo o kontakt !

    Joanna z Łodzi

  5. Joanno i iby to zdjęcie z wesela mojej cioci Ireny Sarneckiej, która była kuzynką mojej mamy. Ojciec panny młodej był rodzonym bratem mojego dziadka Jana Sarneckiego z Zielunia. Pozdrawiam Was Obie bo chyba domyślam się kim jest „iby”.
    W tym domu często bywałam u córki panny młodej podczas nauki w TE w Żurominie w 1965-1970r.

  6. Joanno pomyłka Twoja babcia była siostrą rodzoną ojca panny młodej i mojego dziadka.
    a ten dom później miał chyba adres ul.Bieżuńska 7. tak mi sie wydaje.

  7. Witam, oczywiście masz rację Alu, że tak było, pisząc pomyliłam się, dziękuję za zwrócenie uwagi.

  8. Pewnie na zdjęciu dałoby się rozpoznać bez problemu więcej osób, pytając, czy to pp. Wojciechowskich, czy pp. Sarneckich. Wiem tylko, że postać w górnym rzędzie pośrodku, pochylona kobieta to Murawcówna a w rzędzie z państwem młodych siedzi Franciszek Sarnecki (pan z wąsem).

  9. Tak Panie Adamie, też poznałam to Franciszek Sarnecki z żoną Franciszką :-), brat mojej babci Leonardy Sarneckiej.

    pozdrawiam serdecznie
    J.

  10. Tak to Franciszek Sarnecki brat mojego dziadka Jana z Zielunia. Joanno koniecznie musimy jechać do Żuromina i sprawdzić kto jeszcze z Sarneckich mieszka tam. Może pomogą nam w uzupełnieniu „naszego drzewa” – pozdrawiam – Alicja.

  11. Czy pp. Wojciechowscy byli z nami spokrewnieni? Dlaczego mamy Ich pytać? Czy to nazwisko jest tylko jedno w Żurominie? Pozdrawiam – A.

  12. Myślę, że Pan Adam wskazał nam pp.Wojciechowskich jako osoby, które dużo pamiętają i mają liczne pamiątki z XIX w Żuromina, to bardzo miło z ich strony, że się dzielą wspomnieniami!
    dziękuję
    Joanna

  13. Zapraszam panie do Żuromina. Służę pomocą.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: