Napisane przez: Adam Ejnik | Sierpień 10, 2009

Śmierć polskiego oficera

1945 rok kojarzy się Polakom z końcem wojny. Nie dla wszystkich jednak ta data oznaczała koniec prześladowań. W kwietniu 1945 roku od strzału z pistoletu zginął polski oficer, żurominianin Czesław Olszlegier.

Fot. Czesław Olszlegier oficer Wojska Polskiego, mimo że udało mu się przeżyć wojnę, został zastrzelony 1 kwietnia 1945 roku w Żurominie.

czeslaw olszlegier

Armia II frontu białoruskiego wkroczyła do Żuromina 19 stycznia 1945 roku. Do miasta wjechały rosyjskie czołgi. Na pierwszym z nich wjeżdżał Stanisław Maryniak z Dąbrowy. Padły ostatnie strzały: rosyjscy żołnierze ostrzeliwali saperów, którzy próbowali podłożyć materiały wybuchowe w żuromińskim kościele. Ale niemiecki żołnierz nie był ostatnią ofiarą II wojny światowej. Był nią polski oficer Czesław Olszlegier, który zginął od kuli żołnierza sojuszniczych sił radzieckich.

O śmierci mówią dwa źródła. Pierwsze to wywiad z mieszkańcem Żuromina Tadeuszem Rutowskim. Pan Rutowski doskonale pamięta, co mówiło się o tej śmierci. Polacy świętowali jeszcze wyzwolenie. W mieście odbywało się wiele zabaw, potańcówek. Jednym z organizatorów tego typu zabaw był stacjonujący w Żurominie komendant wojenny – Rosjanin. Podczas jednej z takich potańcówek  – wspomina Tadeusz Rutowski – oficer stanął w obronie kobiety, swojej siostry Janiny napastowanej przez tego komendanta. Wtedy Rosjanin miał wyciągnąć pistolet i zastrzelić Czesława Olszlegra. Tragedia ta otworzyła oczy wielu mieszkańcom naszego miasta. Skończył się czas zabaw. Nie korzystano już z potańcówek organizowanych w sobotnie noce przez władze. Żurominianie napominani wcześniej przez proboszcza Staniaszkę wrócili do bram kościoła.

Drugim źródłem mówiącym o żuromińskiej tragedii jest relacja Marianny Olszlegier – siostry zamordowanego. Marianna Olszlegier w swej relacji przedstawia przedwojenne i wojenne losy brata. Czesław Olszleger uzyskał w 1939 roku rangę podporucznika. W roku 1939 dostał się do niewoli, skąd zbiegł i przebywał na początku w Kownie potem w Wilnie. Ścigany musiał uciekać do Warszawy i Krakowa. W Krakowie podczas ucieczki przed gestapo został postrzelony w rękę. Podczas wojny służył w jednostkach Armii Krajowej. W marcu 1939 roku w Żurominie już Niemców nie było. Wtedy to Czesław Olszlegier wrócił do swego rodzinnego miasta, myśląc, że zacznie się dla niego i jego żony nowe życie. Jednak w Żurominie oficer był co wieczór kontrolowany przez milicjanta i radzieckiego żołnierza. Pewnego razu aresztowano Czesława Olszlegra. Radziecki żołnierz miał powiedzieć oficerowi, że będzie musiał go zabić. Odtąd rodzina Olszlegrów żyła w ciągłym strachu. „Dnia 1 kwietnia 1945 roku w pierwszy dzień Wielkanocy żołnierz radziecki i żuromiński komendant milicji szukali podstępu, żeby brata zgładzić – wspomina Marianna Olszlegier – komendant zaprosił mego brata Czesława wraz z siostrą do siebie do pokoju na gościnę i tam go zastrzelił podstępem z rewolweru na oczach mojej siostry, Janiny Sznoła. Ów komendant sam wezwał lekarza, który udzielił pomocy, lecz kula była dobrze trafiona i na oczach lekarza Aleksandra Kaźmierskiego, brat zmarł.”

Kiedy czytam o tej niepotrzebnej, wydawałoby się, śmierci, odczuwam jej religijną symbolikę. Polskiego oficera zastrzelono w Wielką Sobotę. Być może najbliżsi – matka, żona oczekiwali w swej miłości w niedzielę cudu zmartwychwstania. Cud się nie zdarzył, ale ksiądz Tadeusz Rutowski w swojej relacji wyraźnie podkreśla zachowanie się żuromińskiej społeczności. Żurominianie w powojennej euforii poddawali się uciechom. Bawili się, tańczyli. Być może mimo Wielkiego Postu. Mało tego – te pierwsze powojenne miesiące to czas upadku moralności. Czas kiedy dokonano samosądów – kamieniując dwóch żuromińskich volksdeutsche’ów. Czas, kiedy grabiono z poniemieckich sklepów, z mieszkań co popadnie. Mimo nawoływań proboszcza Staniaszki zachowania te nie ulegały poprawie. Dopiero śmierć Czesława Olszlegiera otworzyła mieszkańcom Żuromina oczy. Przyszła chwila refleksji i opamiętania. Było to swojego rodzaju zmartwychwstanie. Zmartwychwstanie mieszkańców Żuromina w Wielką Niedzielę 1945 roku.

Reklamy

Responses

  1. czytajac powyzszy tekst odnosze wrazenie ze cos nie gra z datami (a konkretnie roki/lata) w „drugiej relacji”.

    subiektywnie: wystarczy napisac o opamietaniu sie spoleczenstwa bez potrzeby porownywania do zmartwychwstania.

  2. ,,W marcu 1939 roku w Żurominie już Niemców nie było”?
    Chyba 1945.

    I uderzyło mnie to samo co u poprzednika. Też nie widzę tu takiej potrzeby.

  3. Niektóre opisane zdarzenia budzą wątpliwości,a szczególnie relacja siostry Czesława Olszlegra.

    Do śmierci przyczynił się niewątpliwie Rosjanin,ale motyw czynu jak również jego okoliczności są niejasne.

    Człowiek jak wynika z relacji,,szykanowany”, któremu grozi się zabiciem na zaproszenie prześladowcy wraz z siostrą udaje się do niego na gościnę?.Jaką role pełniła w tym siostra zastrzelonego?. Jest to co najmniej dziwne…

    W tym czasie wielu ludzi podziemia ukrywało się w obawie przed śmiercią,a człowiek,któremu grożono puszcza to na wiatr…

    Szkoda człowieka bez względu na to kim był i jakie dystynkcje nosił,ale ja bym tego zdarzenia nie mieszał z religią…

    Myślę,że ta śmierć to nieszczęśliwy przypadek ,któremu towarzyszył bimber lub inny trunek,ale są to tylko moje przypuszczenia…

  4. Oczywiście rok jest błędnie napisany. Cóż, nie będę tego poprawiał, bo komponuje doskonale z komentarzami. Dziękuję również za uwagi stylistyczne. Mam nadzieję, że tekst nie zranił niczyich religijnych uczuć.

    Jeśli chodzi o wypowiedź Emigranta, z całym szacunkiem, wolę oprzeć się na zeznaniach (!) pani Olszlegier niż snuć domysły o bimbrze.

  5. Z szacunku dla autora tekstu nie mogę się zgodzić z tym, że relacja siostry jest tym samym co zeznanie…i dowód w sprawie.

    Z treści tekstu nie wynika jaki był motyw czynu sprawcy, jak również brakuje okoliczności zaistniałego zdarzania i ról poszczególnych osób w nim biorących. Znamy tylko finał…

    Wobec tego czytelnik może snuć domysły…

    Pozdrawiam…

  6. Czytelnik może snuć domysły, ja nie. Nie mam pretensji do Czytelników, że snują domysły, wręcz przeciwnie, bardzo są one ciekawe. Relacje między mordercą a zamordowanym na pewno nie są do końca jasne. Wygląda na to, że zamordowany ufał mordercy. Na jakiej podstawie, trudno wyrokować , ale słusznie Pan ten aspekt zauważył. Jako publicysta nie mogę jednak pozwolić sobie na takie domysły. Podkreśliłem słowo „zeznaniach”, gdyż wydawało mi się, że źródła pochodzą z prokuratury z IPN-u. Tak nie jest, więc się wycofuję. To nie są zeznania. To relacja. Oral history.

    Pozdrawiam.

  7. Pozdrawiam serdecznie …

    Odbiegając od sprawy chcę zauważyć,że źródła jakimi są materiały zgromadzone przez prokuratorów IPN-n nie są dla mnie w pełni wiarygodne.

    Mam dwa dowody na to ,że IPN w zbieraniu materiałów jest tendencyjny,a historycy piszący książki przemilczają fakty nie pasujące do tematu książki…

    Przepraszam historyków,posiadających zdolności myślenia syntetycznego (często również analitycznego) ,ale niektórzy historycy pracujący w IPN-nie nie zasługują na to miano historyków…

    Moje dowody są na tyle mocne,że dysponuje wyrokami sądów…

  8. Dopiero dzisiaj 25 listopada „odkrylem”w internecie artykul i komentarze poswiecone tragicznej smierci w 1945 r.mego brata porucznika Czeslawa Olszlegiera.Jestem jednym z czworki zyjacego rodzenstwaCzeslawa,mlodszym o 17 lat bratem.Gleboko poruszylo mie przywolanie pamieci o Nim i za to kieruje serdeczne slowa podziekowania i wdziecznosci od siebie i trzech siostr.Jako czternastoletni chlopiec bylem swiadkiem okolicznosci tego tragicznego wydarzenia.Przez cale lata az do smierci naszej Matki -1979r./Ojciec zmarl w 1934r./ toczyly sie rozmowy wokol tej sprawy.Jako brat bedacy swiadkiem okolicznosci zdarzenia i uczestniczacy w wielu rozmowach dotyczacych tej sprawy wyjasniam:1/ Zdarzenie mialo miejsce 1 kwietnia 1945r. w Niedziele Wielkanocna a nie w Wielka Sobote.2/Brat nie bral udzialu ani w potancowce ani w spotkaniu z alkoholem ani w zadnej bojce o kobiete. Tego dnia byl umowiony z wujkiem Kazmierskim ktory w owym czasie byl jedynym lekaerzem w Zurominie na spotkanie brydzowe w czworke z siostra Janina i Komendantem Wojennym Rosjaninem.Komendant dlugo nie przychodzil wiec z siostra Janina udali sie do siedziby Komendanta uznajac ze bedzi to dobra okazja na zlozenie zazalenia na Jego podwladnych ktorzy dzien wczesniej aresztowali go bezpodstawnie i wygrazali Mu za to iz jest przedwojennym polskim oficerem bedzie zabity.Brat byl grozba przerazony ale wedlug Niego „wentykem bezpieczenstwa” byla osoba Komendanta z ktorym mial spotkac sie na brydzu. Rzeczywistosc okazala sie jednak tragiczna.Komendant celowo nie przyszedl na spotkanie przewidujac ze brat do Niego przyjdzie by zadac wyjasnien w sprawie zachowania jego podwladnych.Strzal byl zaplanowany i wykonany przez osobe z drugiego pomieszczenia a nie pistoletu Komendanta ktory mu rzekomo wypadl na podloge …Ogledzin dokonal lekarz Kazmierski ktory na rozkaz Komendanta okreslil falszywy tor kuli zdolu do gory .Komendant zakazal pod grozba smierci ujawniania tego faktu przez okres 30 lat.Prawde uslyszelismy z siostra Marianna w Dniu Wszystkich Swietych w 1975roku na cmentarzu przy grobie Czeslawa.

  9. Dla mnie i społeczeństwa to bardzo cenne informacje. Obiecuję, że ujrzą one światło dzienne również w lokalnej prasie.Gdyby Pan zechciał jeszcze coś napisać o okolicznościach tych tragicznych powojennych dni, to będę wdzięczny a.ejnik@gmail.com

  10. Po przeczytaniu artykułu i komentarzy oraz po rozmowie z moim „Źródłem”, które mimo upływu wielu lat od opisywanego zdarzenia, doskonale je pamięta, również ja postanowiłem wypowiedzieć się na temat śmierci porucznika Olszlegiera i uzupełnić relacje o fakty których się dowiedziałem.
    Po pierwsze jak zauważył jeden z moich przedmówców niejasna jest tutaj rola jaką spełniła w całej tej sytuacji Pani Janina…
    Według posiadanych przeze mnie informacji Rosyjski Komendant i Pani Janina często byli widywani razem w czasie wspólnych spacerów, i jak to usłyszałem z relacji naocznego świadka z tamtych lat: „nie kryli się z tym”, że się spotykają, można więc powiedzieć, ze być może byli parą… Na pewno Rosyjski Komendant bywał gościem w domu Olszlegierów
    Jak wynika z posiadanych przeze mnie informacji prawda jest tez że rosyjski komendant już wcześniej stwierdził mówiąc o Czesławie Olszlegrze: ” ty polski oficier nada budziet tiebia ubic”
    Po trzecie z posiadanych przeze mnie informacji wynika, że do śmierci Porucznika Olszlegiera przyczynił się bezpośrednio Rosyjski komendant, kiedy będąc nietrzeźwym w sposób nader natarczywy próbował okazywać swoje uczucia Pani Janinie a kiedy jej brat Czas law Olszlegier próbował jej bronić został zastrzelony.
    Takie są informacje które udało mi się zgromadzić.
    Ja sam nie jestem historykiem, choć lubię i często słuchałem wojennych opowieści i chciałem się podzielić z innymi tym co wiem na ten temat.
    Nie piszę też zbyt często więc prosz wybaczyć wszystkie niedoskonałości mojej wypowiedzi
    Pozdrawiam wszystkich zainteresowanych

  11. Nie chcę aby mój głos był potraktowany jako polemika z „lokalnym” gdyż sprawa dotyczy śmierci tragicznej mego brata i jest dla mnie nadal bardzo bolesna.Moim zamiarem jest wykazanie że tamtego tragicznego dnia t.j. 01.04.1945r w pokoju Komendanta Wojennego -Rosjanina poza Komendantem ,bratem i moją siostrą nie było nikogo a więc nie było żadnego świadka.W tej sytuacji to co podaje „żródło” nie ma żadnych podstaw.Tor pocisku który spowodował natychmiastową śmierć brata przebiegał po ukosie z góry na dół z jednego boku ciała do przeciwległego przebijając jamę brzuszną na wylot a wlot i wylot kuli jak to ustalił lekarz Każmierski wskazuje jednoznzcznie na zaplanowane wcześniej zabójstwo a nie na przypadkowy wystrzał pistoletu który upadł na podłogę.Lekarz któremu Komendant zagroził śmiercią całej jego rodziny mógł wyjawić tę prawdę dopiero po 30 latach i prawdę tę usłyszeliśmy z siostrą Marianną z ust córki lekarza Każmierskiego -Aleksandry na cmentarzu w Zurominie w Dniu Wszystkich Swiętych 01.11.1975r. a więc po upływie ponad 30 lat.Wszelkie sensacyjne wątki włączone do tej tragicznej śmierci nie znajdują żadnego uzasadnienia. 1 kwietnia 1945r nikt w Zurominie nie słyszał o Katyniu ale wielu mieszkańców powtarzało słowa rosyjskich żołnierzy ,że polskiego oficera trzeba zabić.Kilka komentarzy wcześniejszych też otym mówi. Pozdrawiam


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: