Napisane przez: Adam Ejnik | Marzec 28, 2011

Lutocin w czasie wojny

Wspomnienia wojenne są prawdziwą skarbnicą wiedzy o II wojnie światowej. Najstraszniejszym wydarzeniu wieku XX. Odchodzi od nas już ostatnie pokolenie, które zna wojnę z własnego doświadczenia. Kazimierz Pyrzanowski podczas wojny był dzieckiem. Doskonale jednak pamięta, to co działo się wtedy w Lutocinie.

„Na kwaterze

 

w naszym domu było 5 – 6 żołnierzy. Zajmowali jedną większą izbę. Obracali się wśród nas, korzystali z kuchni i najczęściej gawędzili z moją babką. Częstowali nas cukierkami, a nawet pomarańczami. Przebywający u nas Niemcy mieli ciągły kontakt z plebanią. Ja najczęściej towarzyszyłem kierowcy, który na swoim stanie miał motocykl solówkę. Jeździł do Bieżunia i wracał z pocztą. Poczta dalej przekazywana była do Łukomia, gdzie również rozlokowane były wojska, przez dwóch żołnierzy na koniach. Żołnierze używali dużo wody kolońskiej do włosów i przy każdej takiej okazji woda była spryskiwana. Byli bardzo łasi na jajka i masło. Nie gardzili też świeżym mlekiem. Był to okres pożniwny. Zboże mieliśmy złożone u sąsiada Dobiesa.

Pewnego razu przystępowaliśmy do młocki. Konie w kieracie, ja z siostrą w zasieku itd. Niemcy byli mocno zaciekawieni Niemcy naszą pracą. Podszedł jeden z nich do nas, wstrzymuje pracę, każe odłączyć konie od kieratu. Zakładają swoje 4 mocne konie, 2 żołnierzy wskakuje do zasieka. Sąsiad patrzy z ubolewaniem na swój kierat, czy do końca wytrzyma. Praca mogła trwać do 2 godzin. Z tego wszystkiego Niemcy zrobili wielki ubaw. W podzięce otrzymali masło i jaja. Sąsiad też chciał, by jemu pomogli wymłócić zboże, ale Niemcy na taką umowę nie poszli.

 

 

Było i tak, brat mojej mamy Jan R. znany dobrze Niemcom z plebanii pochwalił ich, że są dobrze umundurowani, wyposażeni, mają mocne buty. Na swoich nogach pokazuje klapy (drewniaki). Pyta może mają jakieś wybrakowane kamasze. Otrzymał odpowiedz „kryminał”. Rozmowa się urwała.

Radośni zawsze Niemcy opuścili Lutocin po miesięcznym pobycie. Smutni bardzo, ale naprawdę inni niż ci z gemeinden  Lauffen. Wioska wyciszona. Nie widać kroczących trójkami ze śpiewem pod kościół, na obiad. Mieszkający też smutni, niepewni jutra, bo żandarmi też odpoczęli i zaczynają dalej swoje…

Mama przystępuje do porządków w domu, zauważa coś pod łóżkiem, wymiata, a to kamasze, prawie nowe.

Sierpień 1944

 

…Lutocin przyjmuje następne wojsko tym razem to piechota w znacznie mniejszym składzie na 2 tygodnie pobytu. Rozlokowanie sił podobnie jak wcześniej. U nas kwateruje 5+1 żołnierz. Początek pobytu radosny. Zdradzali, skąd pochodzą, mówią o swoich rodzinach nawet i tak, że wojna dla nich staje się już przegraną. W małych grupkach wciąż kłopotliwie rozmawiali. Pod koniec pobytu moja mama otrzymuje nóż stołowy z aluminiową oprawą i małą posrebrzaną łyżeczkę jako pamiątkę z pobytu. Jakiegoś dnia pokazali się żandarmi. Jeden z żołnierzy dyskretnie na nich wskakuje i powiedział „dla nich szkoła i miejsce front wschodni”. Wojsko odjechało w kierunku Bieżunia. Adiutant naszego „oficera” podprowadza konie pod dom. Będący w domu oficer żegna się z domownikami, a szczególnie uściska moją siostrę, następnie mnie. Bez słowa wychodzi i siada na konia w białe łaty i z naciskiem konia z ostrogami ruszają ostro za swoimi. Upłynęło może 20 minut, koń w białe łaty stoi przed domem. Wpatrzony (oficer) w drzwi siedzi na koniu. Ujrzeliśmy go przez okno, otworzyła drzwi moja babka, a on podniósł rękę do góry i znów odjechał, by dołączyć do swoich. Upłynęło nie dużo dni na adres naszego domu pocztą  przychodzą małe kartki, jakby wycinki z gazet w języku polskim i niemieckim oznajmujące „zginął na froncie wschodnim – dać wiadomość – ślad rodzinie”. Skąd ta poczta była, trudno powiedzieć. Kartki te szybko szły pod płytę kuchenną. Dziś mogę przypuszczać, że były one z niedalekiej Mławki od administratora cmentarza wojennego.

Jest już jesień mógł być to wrzesień – październik dzień słoneczny, widać na bardzo dużej wysokości niezliczoną ilość samolotów lecących ze wschodu  na zachód. Ludzie przyjęli to jako siłę zbliżającego się końca wojny.

Kazimierz  Pyrzanowski

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: