Napisane przez: Adam Ejnik | Maj 30, 2011

Legenda o sośnie

Do redakcji Kuriera Żuromińskiego dotarł list Tomasza Mazurowskiego z Zielunia. Mężczyzna przedstawia w nim starą legendę opartą, jak twierdzi, na faktach. Potomkowie bohaterów historii jeszcze żyją, a stara sosna ma się dobrze i można oglądać ją w miejscowości Przerodki.

 

Sosny są drzewami dość pospolitymi na naszym terenie i na ogół nie wzbudzają większego zainteresowania mieszkańców. Można przejść przez las i nie zauważyć niczego szczególnego w tych, co prawda ładnych, ale podobnych do siebie drzewach.

Jednak natura nie byłaby sobą, gdyby nie posiadała wyjątków, w tym również drzew o niepowtarzalnym wyglądzie, skupiających na sobie uwagę przechodniów  i wprowadzających obserwatorów w zadumę lub zachwyt. Drzewa o wyjątkowych kształtach od zawszę przykuwały uwagę ludzi i pozostawały w ich pamięci, stając się punktami orientacyjnymi w terenie, drogowskazami dla zabłąkanych, miejscami do spotkań, odpoczynku, biesiad itd. Wyjątkowość ich wyglądu być może ochroniła je również przed „toporem” i dzięki temu przetrwały wieki. Drzewa te mają siłę przyciągania do siebie ludzi, przez co stały się świadkami wielu ludzkich historii. Najpiękniejsze zdarzenia a szczególnie historie romantyczne związane z tymi szczegółami drzewami opowiadane są z pokolenia na pokolenie i stają się legendami.

Niektóre legendy zostały opisane i rozpowszechnione, ale najpiękniejsze są te lokalne o miejscach, które widzimy na co dzień, opowiadane dzieciom na dobranoc przez dziadków i babcie. Takie najgłębiej zapadają w pamięci. Można pójść w te miejsca, być tam i przeżyć je jak w opowiadaniach.

 

Opowieść babci

 

Tak też się stało w przypadku „mojego drzewa”. Babcia wielokrotnie opowiadała mi legendę związaną z rosnącą nieopodal naszego domu nad brzegiem rzeki sosną. Babcia poznała tę historię przy rwaniu pierza, kiedy to w zimowe długie wieczory schodziły się z całej wsi gospodynie do jednego domu i przy rwaniu piór śpiewały ludowe piosenki, opowiadały plotki, bajki i różne ciekawe historyjki. To właśnie wówczas opowiedziano jej historię Rosjanina, który trafił do naszej wioski. Był to carski żołnierz pilnujący granicy przebiegającej dwa kilometry od drzewa. Była to w tamtych czasach granica prusko – rosyjska. Każdego ranka wojak o imieniu Jura Kruszko patrolował okolice warty na strażnicy w miejscowości Nowy Zieluń. Zaś, jak się potem okazało, jego przyszła żona Katarzyna z domu Kwasińska wypędzała codziennie stado krów  na pastwisko niedaleko sosny. Tak mijały dni, tygodnie i miesiące a może i lata. W tamtych czasach każdy Rosjanin to niechciany ciemiężyciel, którego jeżeli nie da się pozbyć, to bez wahania należy pozbyć się jego szponów. Pewnego dnia jedna z krów Kasi utknęła  na podmokłym brzegu rzeki Wkry. Dziewczyna nie mogąc sobie poradzić, poprosiła przejeżdżającego na koniu żołdaka, aby pomógł jej wyciągnąć zwierzę na brzeg. Jura chętnie przyszedł z pomocą dziewczynie, ponieważ juz od dawna wpadła mu w oko i w ten sposób mógł się po raz pierwszy do niej zbliżyć. Żołnierz wiedział, że taka okazja może przydarzyć się raz w życiu. Ludzie opowiadali, że chłopisko było wielkie i silne jak tur – „jak wiadomo ludzie zawsze w opowiadaniach coś tam dodadzą ale niech i tak będzie” – i wyciągnął zwierzę na brzeg. Dziewczyna z wdzięczności  poczęstowała żołnierza kawałkiem chleba i kubkiem mleka. Usiedli pod sosną wśród rozpostartych nad nimi konarów i zaczęli rozmawiać, a ponieważ rozmowa była ciekawa i wciągająca, Rosjanin zapomniał, że musi stawić się na strażnicy. Opamiętał się dopiero wówczas, kiedy w oczy przestało świecić słońce, które tego dnia paliło niesamowicie. Skoczył na konia i ruszył z żalem, że musi już wracać, ku posterunkowi. Od tamtej pory spotykali się potajemnie za dnia i wieczorami, kiedy księżyc świecił jasno pod swoją sosną, która dawała im poczucie romantycznego nastroju i dyskrecji. Lecz pewnego razu przyłapał ich ojciec Katarzyny. Natychmiast kazał iść dziewczynie do domu, a z Rosjaninem  przeprowadził męską rozmowę w cztery oczy. Dziewczyna została przez ojca skarcona i otrzymała zakaz spotkania się z swoim lubym. Ojciec zapowiedział jej, że wyda ją za syna dobrego znajomego. Zdesperowana Kasia posłała do jury najlepszą swą przyjaciółkę Anię z wiadomością o zamiarach ojca. Jura, tak jak na żołnierza przystało, natychmiast pojechał do domu umiłowanej dziewczyny. Zaszokowany przybyciem do domu Rosjanina, ojciec Kasi w pierwszej chwili chciał go zabić, lecz dziewczyna zasłoniła go własną piersią. Powstrzymując wielki gniew, ojciec panny dopuścił w końcu Jurę do głosu, a ten z całą odwagą w głosie, poprosił o rękę córki. Zaskoczony ojciec jednym tchem powiedział: „Przecież jesteś prawosławny, tobie nie oddam córki”. Rosjanin natychmiast odrzekł, że jeżeli o to chodzi, to zaraz do kościoła pojedzie i przyjmie chrzest katolicki.

Mimo to ojciec nie chciał się zgodzić dopóki matka córki nie zajmie stanowiska. Matka dziewczyny kazała przysięgnąć Juremu, że będzie się opiekował nią jak należy, żeby jej nigdy niczego nie brakowało i żeby ich potomstwo żyło w kraju, który zwie się Polską. Jura zgodził się i z powagą złożył przysięgę. I tak się stało, Jura przyjął chrzest katolicki, poślubił Katarzynę i nadal chodzili razem, a potem ze swoimi dziećmi pod ulubiona sosnę. W taki oto sposób sosna, pod którą się pierwszy raz spotkali i poznali połączyła ich na wieki.

 

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: